#Brzydkie Konto
Zaktualizowano: 27 paź
Szczerze mówiąc, nie jestem fanką social mediów. Jakichkolwiek. I to jest łagodne określenie.
Ale kiedy prowadzisz małą markę produktową lub usługową, działasz w pojedynkę albo z dwiema, trzema osobami i wsparciem rodziny, social media są jednym z niewielu dostępnych źródeł promocji. Na wyrobienie sobie nazwiska w branży i zdobycie klientów z polecenia musisz poczekać, na duże kampanie reklamowe Cię nie stać, więc zostaje to, co masz pod ręką.
Dlatego kiedy trafiasz na porady o brzydkich kontach, publikowaniu ilości zamiast jakości i odpuszczaniu perfekcjonizmu, możesz poczuć ulgę. Bo nie oszukujmy się: nie masz działu promocji. Ty jesteś działem promocji, produkcji i obsługi klienta jednocześnie.
Ja też, więc ciągle gonię w piętkę z planowaniem treści. Ale nie wrzucam filmiku, na którym myję kafelki albo mieszam sałatkę, wmawiając sobie, że to część mojej strategii. Sorry, Grażyna, ale to jest Twoje prywatne życie. Sałatka niekoniecznie przełoży się na zaufanie do kosmetyków, które robisz, ani do moich usług.
Oczywiście możesz pokazywać siebie, swoje poczucie humoru i kulisy pracy. Tylko zastanów się, czy robisz to dlatego, że pomaga Ci to komunikować się z klientkami, czy dlatego, że właśnie takie treści mają większe zasięgi.
Bo potem wygląda to tak: dopieszczasz post, wkładasz w niego serce, a następnie pięć razy sprawdzasz statystyki. Może róż był za chłodny? Może nagłówek za mały? Może algorytm Cię nie lubi?
A kiedy wrzucasz coś na szybko, zasięgi nagle rosną. Trochę Cię to cieszy, choć sama nie jesteś zachwycona efektem. Zaglądasz do portfela i okazuje się, że nowe obserwatorki chętnie obejrzą, jak wygłupiasz się przed kamerą, a nawet poproszą o przepis na sałatkę. Tylko Twoje produkty jakoś nie schodzą.
I właśnie dlatego nie kupuję argumentu, że skoro brzydkie konto działa, to estetyka nie ma znaczenia.

Nie musisz mieć idealnego feedu, ale błagam, nie róbmy z braku estetyki jakiegoś manifestu wolności.
Nie potrzebujesz tysiąca fontów, trzech odcieni beżu ani grafik dopracowanych pod linijkę. Możesz mieć kolorowe, surowe, spontaniczne konto i nadal zadbać o to, żeby dobrze się je oglądało.
Wystarczy kilka prostych zasad:
Fonty: dwa lub trzy w zupełności wystarczą. Nie potrzebujesz całej typograficznej rodziny.
Zdjęcia: nie muszą być idealne, ale nieostre i kiepskiej jakości materiały rzadko działają na korzyść produktu.
Kolory: nie musisz ograniczać się do jednego odcienia błękitu, ale nie musisz też używać wszystkich naraz.
Przestrzeń: nie upychaj wszystkiego na jednej grafice. Oko też potrzebuje odpoczynku.
Okładki rolek: nawet jeśli sama rolka jest dynamiczna i kolorowa, możesz dobrać okładkę, która lepiej współgra z resztą profilu.
Siatka profilu: możesz przearanżować kolejność postów, żeby lepiej do siebie pasowały, zamiast kasować połowę konta i zaczynać życie od nowa.
Estetyka nie jest obowiązkowa dla każdego. Niektóre konta są surowe, chaotyczne i wyglądają jak notatnik prowadzony w biegu. I dobrze, jeśli taki jest ich zamysł.
Co innego świadomy wybór, a co innego brak kontroli nad tym, co publikujesz.
Nie umiesz jeszcze projektować? No i co z tego? Nie musisz umieć wszystkiego. Ale możesz się nauczyć, zamiast wmawiać sobie, że estetyka to tajemna wiedza dostępna wyłącznie dla grafików.
I najważniejsze: jeśli obecny wygląd Twojego konta Ci się podoba, eksperymentuj bardziej z treścią niż z estetyką. Nie zmieniaj wszystkiego tylko dlatego, że ktoś w internecie ogłosił nowy trend.
Sprawdzaj różne formaty, sposoby opowiadania o produktach i tematy. Nie musisz co tydzień wymyślać siebie na nowo.
Wiem, że dobry produkt powinien się bronić. Jasne, że powinien. Ale żyjemy w świecie, w którym dobrych produktów i usług jest bez liku.
Też mnie to bolało. Internet jest pełen porad o tym, jak rosnąć w social mediach, ale wiele z nich powstało z myślą o influencerkach, a Ty masz manufakturę. To nie jest to samo.
Nie musisz więc wybierać między perfekcyjnym kontem, które doprowadza Cię do szału, a publikowaniem byle czego, byle częściej.
Możesz mieć konto, które nie wygląda jak katalog. Możesz pokazywać niedoskonałości, eksperymentować i mieć własny styl. Ale warto, żebyś wiedziała, po co publikujesz konkretne treści i do kogo chcesz dotrzeć.
Bo polubienia to nie zamówienia, a duże zasięgi nie zawsze oznaczają, że przyciągasz właściwe osoby.
Nie musisz robić wszystkiego perfekcyjnie. Nie musisz też udowadniać swojej autentyczności, publikując każdy szczegół prywatnego życia.
Możesz być autentyczna i estetyczna jednocześnie. Jedno nie wyklucza drugiego. I całe szczęście.



Komentarze